Ten artykuł jest o tych dwóch momentach. O odzyskiwaniu wpływu, szukaniu własnego kierunku i o tym, jak zacząć pisać kolejny scenariusz, nawet jeśli jeszcze nie masz pojęcia, jak powinno wyglądać jego zakończenie.
Spis treści
Życie. Czy to twój scenariusz?
Czasami życie samo wywraca nasz dotychczasowy scenariusz do góry nogami. Kończy się związek, tracimy pracę, upada firma, pojawia się choroba albo wydarza się coś, po czym już wiemy, że nic nie będzie dokładnie takie jak wcześniej. A czasami nie wydarza się kompletnie nic spektakularnego. Życie toczy się dalej, wszystko z zewnątrz wygląda całkiem dobrze, tylko któregoś dnia zaczynamy czuć, że nie chcemy już żyć w ten sposób. I chociaż są to dwie zupełnie różne sytuacje, mogą doprowadzić nas dokładnie do tego samego miejsca: nie wiem, co dalej w życiu.
Właśnie wtedy pojawia się pytanie, o którym jest ten tekst: skoro dotychczasowy scenariusz właśnie się skończył albo przestał być mój, to kto napisze następny?
Wyobraź sobie, że przez całe życie chodzisz do tego samego kina. Nie masz zbyt dużo pieniędzy, więc na każdy bilet długo odkładasz. W końcu któregoś dnia stajesz przed kasą, wydajesz swoje ciężko uciułane pieniądze, wchodzisz do środka, siadasz wygodnie w fotelu i czekasz, żeby zobaczyć, co tym razem Ci puszczą.
Nie Ty napisałaś scenariusz, nie Ty wybrałaś aktorów, nie Ty ustaliłaś repertuar. Czasami trafia Ci się coś naprawdę fajnego i wychodzisz zachwycona. Innym razem po dwudziestu minutach masz już serdecznie dosyć, ale przecież zapłaciłaś za bilet, więc siedzisz do końca. A potem wracasz do domu z nadzieją, że może następnym razem będziesz miała więcej szczęścia i następny film będzie lepszy. Może coś ciekawego się wydarzy, może pojawi się jakiś wyjątkowy, ekscytujący bohater, a może tym razem zakończenie będzie happy endem.
Pomyśl teraz, że dokładnie w taki sposób można przeżyć całe swoje życie.
Można przez lata oglądać filmy, których samemu się nie wybrało ani nie nakręciło, czyli mieć nadzieję, że w pracy w końcu zaczniemy czuć się inaczej, że pojawi się ktoś, kto nas zauważy, że wydarzy się coś, co odmieni naszą codzienność, albo że któregoś dnia po prostu obudzimy się rano i nagle poczujemy, że wszystko jest na swoim miejscu i wreszcie jesteśmy szczęśliwe.
Jest takie powiedzenie, które bardzo lubię – „nadzieja matką głupich.”
Istnieje więc jeszcze jedna możliwość, dla tych, którzy nie oddają swojego życia w ręce nadziei. Możliwość, z której korzysta zdecydowanie mniejsza ilość osób, ponieważ wymaga czegoś więcej niż kupienia biletu i zajęcia miejsca na widowni.
otóż, możesz zostać właścicielką kina.
Kiedy jesteś właścicielką kina, przestajesz czekać, aż ktoś zdecyduje, co dzisiaj pojawi się na ekranie. Możesz wejść do kabiny projekcyjnej i sama wybrać film, ale możesz też pójść o wiele dalej: napisać scenariusz, znaleźć budżet, dobrać aktorów, stanąć za kamerą i zacząć reżyserować kolejne sceny. Nie oznacza to oczywiście, że wszystko wydarzy się dokładnie tak, jak sobie zaplanowałaś. Oznacza natomiast, że przestajesz być wyłącznie widzem własnego życia.
Do tego wątku wrócimy chwilę później.
Kto napisał scenariusz Twojego życia?
Większość naszych pierwszych życiowych scenariuszy zaczyna powstawać bardzo wcześnie, jeszcze przed momentem, kiedy jesteśmy w stanie świadomie zdecydować, jak chcemy żyć. Jako dzieci obserwujemy świat i uczymy się jego zasad, chłoniemy jak gąbka i programujemy nasz podświadomy system. Dowiadujemy się, czym jest sukces, jak powinno wyglądać dobre życie, co oznacza być odpowiedzialną kobietą, czego wypada pragnąć, czego nie wypada robić, co daje bezpieczeństwo, co jest ryzykowne i jakich wyborów dokonują „rozsądni ludzie”.
Jedna z nas dowiaduje się, że najważniejsza jest stabilna praca i dlatego przez następne dwadzieścia lat wybiera przede wszystkim bezpieczeństwo i stałe wynagrodzenie. Inna uczy się, że dobra kobieta zawsze najpierw troszczy się o innych, więc jej własne potrzeby niepostrzeżenie lądują na końcu listy. Ktoś dorasta w przekonaniu, że sukces oznacza stanowisko, pieniądze i coraz większą odpowiedzialność, a ktoś inny, że grzechem jest zakończyć związek, nawet jeśli od dawna nie ma w nim bliskości. Z czasem te wszystkie przekonania stają się tak oczywiste, że przestajemy je zauważać. Nie myślimy już: „wybieram to, ponieważ tak mnie nauczono”. Myślimy po prostu: „tak wygląda moje życie”.
Trzeba powiedzieć, że nie ma w tym niczego złego. Wiele z tych scenariuszy mogło nam przez lata służyć. Mogły dać nam poczucie bezpieczeństwa, wykształcenie, rodzinę, pieniądze, pozycję zawodową, doświadczenie, poczucie przynależności i wiele naprawdę „dobrych” lat. Ale robi się dziwnie, kiedy jako dorosłe kobiety w ogóle nie sprawdzamy, czy scenariusz, według którego żyjemy, jest w ogóle naszym scenariuszem.
Ważna rzecz, którą warto zapamiętać – człowiek się zmienia. To, czego potrzebowałaś w wieku 23 lat, nie musi być tym, czego potrzebujesz w wieku 45 czy 55. To, co kiedyś wyglądało na spełnienie marzeń, może któregoś dnia stać się wyłącznie dobrze znaną codziennością. Praca, o którą kiedyś walczyłaś, może przestać dawać Ci satysfakcję. Związek może się zmienić. Twoje priorytety mogą się zmienić. Ty możesz się zmienić.
I to jest właśnie taka chwila, kiedy możesz zostać świadomą właścicielką swojego kina.
Są takie momenty, kiedy życie samo przerywa projekcję i nie pozostawia nam większych wątpliwości, że właśnie skończył się jakiś rozdział. To może być bolesne, tak, ale daje ogromną przestrzeń na nowe. Rozwód, utrata pracy, choroba, śmierć kogoś bliskiego, bankructwo, zamknięcie firmy czy rozpad relacji potrafią w jednej chwili przeciąć dotychczasową historię na „przed” i „po”. Możemy nie być na to gotowe, możemy protestować, cierpieć i przez długi czas próbować zrozumieć, dlaczego właśnie nam się to wydarzyło, ale przynajmniej wiemy jedno: stary scenariusz właśnie się skończył i projekcja została zatrzymana.
Tak naprawdę trudniejsze nawet bywają te momenty, w których zewnętrznie nie dzieje się nic dramatycznego. Nadal chodzisz do pracy, zarabiasz, prowadzisz firmę, zajmujesz się rodziną, organizujesz codzienność, rozwiązujesz problemy i podejmujesz decyzje. Ludzie mogą na Tobie polegać, jesteś odpowiedzialna, sprawcza i z zewnątrz Twoje życie może wyglądać naprawdę dobrze. Być może ktoś patrzący na nie z boku powiedziałby nawet: „Przecież wszystko masz. O co Ci właściwie chodzi?”.
Tylko że Ty zaczynasz czuć, że coś się rozjechało.
Dlaczego tak trudno zmienić życie, nawet kiedy wiemy, że czegoś już nie chcemy?
Wróćmy więc na chwilę do naszego kina. Film trwa już godzinę i właściwie od dawna wiesz, że Ci się nie podoba. Mogłabyś przecież wstać i wyjść, ale natychmiast pojawia się myśl: „Przecież zapłaciłam za bilet”. Skoro już wydałaś pieniądze i przesiedziałaś tutaj godzinę, może warto zostać do końca. Może jeszcze coś się wydarzy. Może druga połowa będzie lepsza. Może zakończenie uratuje całą historię.
W życiu robimy dokładnie to samo, tylko cena naszego biletu bywa znacznie wyższa. Zainwestowałam 15 lat w karierę. Budowałam tę firmę od zera. Jesteśmy przecież razem 20 lat. Zdobyłam tę pozycję. Tyle się uczyłam. Mam kredyt. Mam dzieci. Ludzie na mnie liczą.
Co powiedzą inni? Jak mogłabym teraz wszystko zostawić i po prostu wyjść?
To wcale nie są wymyślone problemy i nie chodzi o to, żeby je zlekceważyć, rzucić papiery na biurko szefa, wyjechać na niekończące się wakacje czy zacząć stawiać bliskich przed nagłymi decyzjami. Dorosłe życie ma swoje konsekwencje, zobowiązania i odpowiedzialność. Nie każdą decyzję można podjąć z dnia na dzień i nie każdą zmianę trzeba robić natychmiast. Warto jednak zauważyć różnicę pomiędzy świadomą decyzją: „wybieram, że nadal tutaj jestem” a trwaniem w czymś wyłącznie dlatego, że byłam w tym przez ostatnich 20 lat.
Czasami trzymamy się starego scenariusza, bo wydaje się jedynym możliwym – w końcu przeżyłyśmy jakoś do tej chwili – a czasami dlatego, że nowego jeszcze nie widzimy i nie został napisany. Stare może być niewygodne, męczące i coraz mniej nasze, ale przynajmniej jest nam znane. Wiemy, kim w nim jesteśmy, znamy swoje miejsce, wiemy, czego oczekują pozostali aktorzy i mniej więcej potrafimy przewidzieć kolejną scenę. Nowe oznacza niewiadomą, a niewiadoma uruchamia lęk.
Właśnie dlatego tak wiele osób czeka, aż coś wydarzy się samo, czyli nadal siedzą w fotelu i oglądają kolejną projekcję filmu nakręconego przez kogoś innego.
Bycie reżyserką własnego życia nie oznacza kontrolowania wszystkiego.
W prawdziwym życiu tą burzą może być choroba, utrata pracy, kryzys finansowy albo bankructwo, które osobiście przeżyłam i które zdecydowanie bardziej przypominało huragan niż niewielką zmianę pogody. Jeden z głównych aktorów może nagle zdecydować, że nie chce już grać w Twoim filmie – na przykład człowiek, z którym planowałaś w starości bujać się obok siebie na fotelach, któregoś dnia mówi, że odchodzi, ponieważ zakochał się w kimś innym. Budżet może się nie spiąć, firma może przestać istnieć, ktoś bliski może zachorować, a człowiek, któremu ufałaś, Twój wspólnik, może podjąć decyzję kompletnie inną od tej, której się spodziewałaś.
Nad żadnym planem filmowym nie mamy 100% kontroli, a świadome życie absolutnie nie oznacza wiary, że jeżeli wystarczająco dobrze wszystko zaplanuję, odpowiednio zaprogramuję myśli i będę miała właściwą energię, świat zacznie realizować mój scenariusz scena po scenie, dokładnie tak, jak chcę.
Nie wybieramy wszystkiego, co nam się wydarza. Mamy jednak ogromny wpływ na to, co z tym zrobimy.
I być może właśnie tutaj naprawdę zaczyna się bycie właścicielką swojego kina. Nie wtedy, kiedy udaje Ci się kontrolować wszystkie wydarzenia, ale wtedy, kiedy przestajesz oddawać wydarzeniom prawo do decydowania, kim będziesz w kolejnej scenie.
Jak odzyskać wpływ na swoje życie?
To brzmi pięknie, dopóki nie zobaczymy drugiej strony medalu. Bo jeżeli uznaję, że mam wpływ na swoje życie, tracę jednocześnie bardzo wygodną możliwość powiedzenia: „No cóż, taki film mi się trafił, nie mam na to wpływu”.
Dopóki ktoś inny ustala repertuar, mogę uznać, że mam pecha, taki jest rynek, taki jest mój partner, taka jest moja rodzina, taki mam charakter, tak zostałam wychowana, takie miałam doświadczenia w dzieciństwie, taka jestem i właściwie niewiele mogę zrobić. Kiedy jednak zaczynam naprawdę traktować siebie jak właścicielkę swojego kina, potrzebuję również zacząć podejmować decyzje. A to oznacza zadawanie sobie trudnych pytań albo zatrudnienie kogoś, kto nam te pytania zada (patrz: coach), na które czasami wcale nie mamy ochoty odpowiadać.
Gdzie chcę być? Z kim chcę dzielić swoje życie? Jak chcę się czuć w swojej codzienności? Czego już nie chcę? Na co chcę przeznaczać swój czas i swoją energię? Co chcę dalej rozwijać, a co już dawno powinno się skończyć? Co robię dlatego, że naprawdę tego chcę, a co dlatego, że boję się przestać? I wreszcie:
jaki ma być mój następny krok? Jak ma wyglądać mój kolejny film?
Pewnie, że nie są to łatwe pytania. Czasami zdecydowanie łatwiej jest kupić kolejny bilet, wziąć popcorn, usiąść w fotelu i zobaczyć, co tym razem przygotowało dla nas życie. Ale jak już zapewne się domyślasz, któregoś dnia możemy się obudzić i odkryć, że przez ostatnich 20 lat oglądałyśmy film, którego właściwie nigdy nie chciałyśmy oglądać.
Nie wiem, czego chcę od życia - od czego zacząć?
„Nie wiem” jest jednym ze sformułowań, które bardzo często słyszę w rozmowach z osobami znajdującymi się właśnie w takim momencie życia. Nie wiem, czego chcę. Nie wiem, czy odejść, czy zostać. Nie wiem, co dalej z moją pracą. Nie wiem, jaki kierunek wybrać. Nie wiem, co jest moje, a co przez lata robiłam dlatego, że tego ode mnie oczekiwano.
Ale czasami pod słowami „nie wiem” ukrywa się jeszcze coś innego: „Boję się zobaczyć”.
Bo dopóki nie wiem, nie muszę niczego zmieniać. Jeśli jednak naprawdę dopuszczę do siebie myśl, że ta praca od dawna mnie niszczy, będę musiała zapytać, co chcę z tym zrobić. Jeśli przyznam, że jestem nieszczęśliwa w związku, pojawi się pytanie o przyszłość tej relacji. Jeśli zobaczę, że od lat podejmuję decyzje przede wszystkim po to, żeby nie rozczarować innych, będę musiała zmierzyć się z możliwością, że kiedy zacznę żyć inaczej, ktoś rzeczywiście może być niezadowolony.
„Wiem” daje wolność, ale wolność niesie konsekwencje. Dlatego brak wewnętrznej jasności bywa wyczerpujący, a jednocześnie paradoksalnie może dawać pewien rodzaj bezpieczeństwa. Dopóki stoję na skrzyżowaniu i powtarzam „nie wiem”, nie muszę jeszcze wybierać żadnej z dróg. Mogę sobie tak tu postać.
Jak odnaleźć kierunek w życiu, kiedy nie widzisz jeszcze całej drogi?
Nie musisz od pierwszego kroku po podjęciu decyzji wiedzieć, jak ma wyglądać cały następny film.
Nie musisz dzisiaj wiedzieć, gdzie będziesz mieszkała za pięć lat, jak dokładnie będzie wyglądała Twoja nowa praca ani co będziesz robiła przez drugą połowę swojego życia. Nie musisz znać odpowiedzi na wielkie pytanie: „Co mam zrobić ze swoim życiem?”. Być może na tym etapie znacznie ważniejsze będzie kilka mniejszych pytań: co jest prawdą o moim życiu dzisiaj? Co nadal mi służy, a co już nie? Czego potrzebuję więcej, a czego mniej? Co jest faktem, a co moim lękiem? Co jest dla mnie ważne? Jak chciałabym się poczuć? Które potrzeby są naprawdę moje, a które decyzje podejmuję przede wszystkim z powodu oczekiwań innych ludzi?
Kiedy zaczynasz budować swoją świadomość, nie zawsze od razu widzisz całą drogę. Czasami pojawia się tylko zamysł, pomysł, idea, jak ma wyglądać Twój film. A potem, kiedy zaczniesz stawiać kolejne kroki, stopniowo wyłoni się całość.
Tak samo nie ma potrzeby znania zakończenia filmu, żeby świadomie nakręcić następną scenę.
Poprzedniego filmu nie trzeba wyrzucać do kosza
Poprzedniego filmu nie trzeba wyrzucać. Można go postawić na półce jako część Twojej historii, która sprawiła, że jesteś tutaj. Nie trzeba udawać, że był zły, żeby pozwolić sobie nakręcić następny. Tamten scenariusz mógł być dokładnie tym, czego kiedyś potrzebowałaś. Mógł dać Ci rodzinę, doświadczenie, bezpieczeństwo, pieniądze, kompetencje, przyjaźnie, wspomnienia i tysiące chwil, których za nic nie chciałabyś wymazać. Mógł również zawierać trudne sceny, dzięki którym wiesz dzisiaj o sobie znacznie więcej.
To wszystko jest Twoją historią. Każda z tych scen doprowadziła Cię do miejsca, w którym jesteś teraz.
Możesz więc spojrzeć na swój dotychczasowy scenariusz bez odrzucania go, bez oskarżania siebie i bez uznawania całego poprzedniego życia za pomyłkę. Możesz po prostu powiedzieć:
„Żyłam według tego scenariusza przez ostatnich 40 lat. Może nie był do końca mój, ale jednak go przeżyłam. Dzisiaj jednak stworzę coś całkiem mojego.”
Nikt nie powinien pisać Twojego scenariusza za Ciebie
Na sam koniec bardzo ważna rzecz, która częściowo dotyczy mnie w Twoim życiu.
Właśnie dlatego coaching nie polega dla mnie na mówieniu drugiej osobie, co powinna zrobić ze swoim życiem. Gdybym to robiła, zamieniłabym po prostu jednego scenarzystę na drugiego. Zamiast rodziców, partnera, szefa czy oczekiwań społeczeństwa pojawiłby się coach, który wie lepiej, jak powinno wyglądać Twoje życie.
Nie znam lepiej od Ciebie odpowiedzi na pytanie, jak powinnaś żyć. Mogę natomiast pomóc Ci zobaczyć rzeczy, które niezwykle trudno dostrzec samemu, kiedy od wielu lat znajdujesz się wewnątrz jakiejś historii. Mogę stworzyć bezpieczną przestrzeń, w której można uporządkować chaos, zatrzymać się przy pytaniach, od których być może od dawna uciekasz, oddzielić lęk od faktów, zobaczyć miejsca, w których oddajesz swój wpływ, i ponownie usłyszeć własne potrzeby.
Wyobraź sobie więc jeszcze raz kino z początku naszej historii. Tylko tym razem nie stoisz już przed kasą i nie pytasz, co dzisiaj grają. Masz klucze do swojego kina. Możesz wejść do kabiny projekcyjnej, zobaczyć, co od lat wyświetlasz na swoim ekranie, przyjrzeć się scenariuszowi i zdecydować, które jego części nadal są Twoje. Niektóre sceny zostawisz, inne napiszesz inaczej. Z niektórymi aktorami będziesz chciała nakręcić kolejne sezony, z innymi być może się pożegnasz. Nie wszystko pójdzie zgodnie z planem i z pewnością jeszcze nieraz wydarzy się coś, czego w scenariuszu nie było.
Ale nie będziesz już wyłącznie siedzieć na widowni i czekać, jaki film tym razem Ci się trafi.
Będziesz uczestniczyć w jego tworzeniu.
Bo dalszy ciąg nie jest jeszcze nakręcony.
Moje życie. Reżyser: JA.
Konsultacja
Jeżeli czujesz, że Twój dotychczasowy scenariusz już Ci nie służy, ale jeszcze nie masz jasności, jak ma wyglądać kolejny, zapraszam Cię do rozmowy / bezpłatnej konsultacji. Właśnie w tym pomagam moim klientkom – odzyskać klarowność, uporządkować chaos myśli i emocji, zobaczyć własny kierunek i odzyskać poczucie wpływu na dalszy ciąg swojego życia.
Nie po to, żebym powiedziała Ci, jaki film masz nakręcić.
Po to, żebyś się dowiedziała, jaki film jest Twój.